Krzysztof Matys: Spragnieni podróży

Ciekawym pomysłem, bardzo udanie zrealizowanym, okazała się książka Krzysztofa Matysa, podróżnika, blogera, pilota wycieczek i organizatora turystyki, wydana przez Manufakturę Podlaską z kolorowymi zdjęciami z różnych krajów. W okresie pandemii, która drastycznie ograniczyła ruch turystyczny i wyjazdy zagraniczne, przeprowadził on serię rozmów z ludźmi „nie mogącymi” żyć bez nich, dla których podróże są szczególnie ważne w życiu, także zawodowym. Pytając jak znoszą tę niezwykłą sytuację, oceniają sytuację turystyki, nie tylko w Polsce, w okresie pandemii Covidu–19 i widzą jej perspektywy. Wśród jego 9 rozmówczyń i rozmówców byli przewodnicy i piloci wycieczek, właściciele biur podróży, „zawodowi podróżnicy”, blogerzy oraz autorzy przewodników i reportaży podróżniczych. Do lektury zabrałem się z ogromnym zainteresowaniem, gdyż także należę do tego grona od kilkudziesięciu lat. Ponadto dwu współautorów książki, jakimi byli przecież rozmówcy Krzysztofa Matysa, nie tylko znam, ale również podróżowałem z nimi.

Z Jackiem Świerczem, sinologiem, wietnamistą i podróżnikiem, z którym rozmowa otwiera ich cykl w tej książce, zwiedzałem, jako pilotem wycieczek, jednym z dwu najlepszych, z którymi kiedykolwiek jeździłem, Chiny z Tybetem, Hongkongiem i Makao, a w innym roku Tajwan, Birmę (Mjanmar) i Kambodżę. Będąc w przeszłości także niezawodowym pilotem wycieczek zagranicznych, poznawałem świat nie tylko jako dziennikarz czy samodzielny podróżnik, ale i niekiedy klient biur podróży. Przeważnie zresztą zabierany przez zaprzyjaźnione faktycznie jako dziennikarz, tylko po kosztach własnych firmy. A pilotowanie wycieczek rozpocząłem w „prehistorycznych” dziś w tej dziedzinie czasach, na początku lat 60-tych XX wieku, gdy turystyka zagraniczna w Polsce stawiała dopiero pierwsze kroki. Zaś uzyskanie uprawnień „kierownika wycieczek zagranicznych”, jak wówczas oficjalnie nazywani byli ich piloci, wymagało ukończenia rocznego, zaocznego Studium Ekonomiczno – Organizacyjnego prowadzonego przez Polskie Towarzystwo Ekonomiczne i zdania całej serii egzaminów, w tym państwowych z dwu języków obcych.

Jako pilot jeździłem jednak tylko w okresie urlopów, a gdy stało się to możliwe w połowie lat 80-tych, jako społeczny organizator, kierownik i przewodnik dziennikarskich wypraw studyjno – turystycznych. Miesięcznych, autokarowo – kempingowych, z wizami i odprawami celnymi na dziesiątkach granic, objeżdżając w ciągu 6 lat i 7 wyjazdów najciekawsze miejsca Europy od przylądka Cabo da Roca w Portugalii po Kapadocję i niemal granicę z Syrią w Turcji. I odbywając, dotychczas już ponad 220, różnej długości podróży zagranicznych po niemal 80 krajach na 5 kontynentach. „Włóczęgostwo” mam we krwi, być może mam jakieś geny dalekich przodków – koczowników, a podróżowanie i pisanie (oraz fotografowanie) o ciekawych miejscach, kulturach, ludziach itp. jest mi szczególnie bliskie. Zaś ostatnie przymusowe „uziemienie” doskwiera mi nie mniej, niż innym „zawodowym podróżnikom”. Wrócę jednak do recenzowanej książki.

Drugim z zaprzyjaźnionych ze mna rozmówców Matysa okazał się Grzegorz Micuła, z którym znamy się od grubo ponad ćwierćwiecza. To on po jednym ze wspólnych zagranicznych dziennikarskich wyjazdów studyjnych w połowie lat 90-tych „wciągnął” mnie do Stowarzyszenia Dziennikarzy – Podróżników „Globtroter” i wspólnie uczestniczymy od tamtej pory nie tylko w jego działalności, ale także w licznych podróżach krajowych i zagranicznych. A jego dorobek dziennikarski i autorski – ponad 30 opublikowanych przewodników i niezliczonych reportaży i relacji z podróży po krajach świata oraz doświadczenie pilota wycieczek jest „trudne do przebicia”. Nie tylko jednak ci dwaj rozmówcy Krzysztofa Matysa, ale również wszyscy pozostali, okazali się bardzo wnikliwymi obserwatorami, a zarazem uczestnikami obecnej sytuacji w turystyce, nawet, jeżeli chwilowo mniej lub bardziej bezrobotnymi. Mającymi naprawdę wiele ciekawego do powiedzenia w jej ocenie i perspektywach.

Stanowi to nie tylko szalenie interesujący, przy czym ciekawie napisany, obraz „turystycznej rzeczywistości” w okresie pandemii, ale również źródło wiedzy dla przyszłych badaczy tej klęski – co do tego nie ma już chyba wątpliwości – jaka dotknęła całą ludzkość na przełomie drugiej i trzeciej dekady XXI wieku. I to nie tylko w Polsce, chociaż jej rozmówcy poświęcają sporo uwagi. Przeważnie bardzo krytycznie oceniając działania władz państwowych i faktyczny brak, przynajmniej odczuwalnej, pomocy dla tak dotkniętych przez pandemię branż, jak turystyka oraz przewodnicy i dziedziny pokrewne: gastronomia, hotelarstwo, transport lotniczy i autokarowy itd. Mocno oceniony jak nadający się do wpisania do „Narodowego dziedzictwa absurdów państwowych”. Nie brak jednak w tej książce także, rzadko optymistycznych, przykładów i porównań z innych krajów, bo rozmówcami byli znawcy sytuacji turystyki w nich.

Wspomniany już Jacek Świercz, obecnie, jak się określił „turysta wirtualny”, specjalista od Azji południowo – wschodniej, powiedział wiele ciekawego nie tylko o obecnej sytuacji w turystyce tamtego regionu świata, ale również o wspomagających się, zgodnie z wiekowymi tradycjami, tamtejszych społeczeństwach. Gorzkie, chociaż niestety prawdziwe, są jego uwagi na temat zarówno podróżowania, jak i sytuacji pilotów oraz przewodników turystycznych. „Za bardzo uwierzyliśmy – powiedział – w dobrobyt, w to, że tak pięknie będzie już zawsze, że nie przyjdzie bieda”. Zaś o pracy pilotów wycieczek zagranicznych: „Wielu ludzi nam po prostu zazdrościło”. Dodając, zgodnie z prawdą, że to przecież ciężka praca, ale bardzo wciągająca, wręcz uzależniająca. Nie łatwo więc z niej zrezygnować. A pandemia „Wielu z nas, pilotów wycieczek, zrzuciła z piedestału, spadliśmy w nicość”. Dodał do tego sporo informacji o zwyczajach i ochronie sanitarnej w krajach regionu, w którym się wyspecjalizował. Trudno też nie zgodzić się z nim, że piloci wycieczek powinni mieć możliwość wcześniejszego zaszczepienia się przeciwko Covid-19. Bo jak ruszy turystyka, w pierwszym okresie dla ludzi z „kowidowymi paszportami”, to kto się nimi zajmie?

Niestety, masz też Jacku rację, przewidując, że po pandemii najpóźniej odrodzi się grupowa turystyka objazdowa. Na temat ten wypowiadają się w książce również inni. Prognozując już na dłuższy okres zmniejszenie się liczebności grup oraz ograniczenie, jeżeli nie kres, turystyki masowej w dotychczasowej postaci. Co, także moim zdaniem, może wyjść tylko na dobre zarówno turystyce, jak i miejscom odwiedzanym, a w wielu przypadkach zadeptywanym przez tych, dla których jedynym celem wyjazdu jest pochwalenie się „i ja tam byłem”, ewentualnie bierny wypoczynek w systemie „all inclusive”. a nie poznawanie zabytków, krajów, ludzi i ich kultur. Świetne są wypowiedzi Marty Niedzieli, podróżniczki i blogierki, która w okresie pandemii była w ponad 20 (!) krajach, chociaż częściowo nie tych, które zamierzała odwiedzić. Z przygodami: odwoływanymi w ostatniej chwili lotami, zamykanymi granicami, przymusowym dłuższym pobytem na indonezyjskiej wyspie Bali. Na której, jak mówi, zapanowała taka bieda w związku z brakiem turystów, że czymś powszednim stały się kradzieże.

Grzegorz Micuła obecną sytuację, a od momentu rozmowy z nim nic nie zmieniło w tej dziedzinie na lepsze, określa jako „Dramat i tęsknotę”. Prognozuje poważne zmiany w organizacji turystyki, wzrost kosztów i cen. Jego zdaniem turyści będą szukać zakwaterowania w apartamentach z własnymi kuchniami, podróżować kamperami, w małych grupach. Ocenia, że szybciej wrócą na rynek mniejsze firmy, obsługujące bardziej niszowe kierunki turystyczne, niż nastawione na duże grupy. Popiera szybkie wprowadzenie „covidowych paszportów”. O sytuacji w Gruzji i w tamtejszej turystyce opowiada osiadła w Polsce Gvantsa Przybyłowska (Kobakhidze), pilotka i przewodniczka wycieczek po jej ojczyźnie. Bez ogródek mówi, jak fatalnie odbiła się tam na poziomie obsługi w restauracjach i hotelach masowa turystyka. Przed pandemią pracy w tych branżach nie brakowało, turyści nie mieli wyboru, musieli się dostosować nawet do ich lekceważenia. Być może obecne załamanie i przewidywane ograniczenie liczby turystów przyjeżdżających ze świata, spowoduje w tej dziedzinie przełom.

W rozmowie z Piotrem Karpińskim, pilotem wycieczek i przewodnikiem turystycznym oraz tłumaczem, z zawodu sinologiem i politologiem aktualnie bez pracy, autor rozmawia na temat obecnej sytuacji turystyki w Chinach oraz Japonii i innych krajach. O absurdach i biurokracji kolejnych rządowych „papierowych tarcz” w Polsce oraz porównaniu np. z Japonią, gdzie otwarcie restauracji ograniczono do godz. 20.00, ale automatycznie i bez biurokracji wypłacano im, za ponoszone straty, równowartość 800 dolarów dziennie. A w Polsce wprowadzono dla organizatorów wycieczek dodatkowe składki na nowy fundusz „ochrony ich uczestników”. Zaś PLL „Lot” mimo braku pewności, czy loty dojdą do skutku, śrubują ceny biletów. Np. za przelot z Warszawy do Tbilisi do 1,5 – 1,8 tys. zł. Czytając to, przypomniałem sobie, że przed pandemią zapłaciłem, bez specjalnej promocji, tyle. że Ukraińskim Aeroliniom, z przesiadką w Kijowie, za lot do Tbilisi i powrotny z Erewania… 850 zł. Z rozmowy tej czytelnicy dowiadują się też, że wprowadzone różne obostrzenia w Chinach pozostaną tam raczej na stałe. I mogą, już sami, odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy wizyta na orientalnym bazarze w maseczkach i z płynem dezynfekującym w plecaku może się udać?

Wiele ciekawych faktów i obserwacji zawierają rozmowy z Irminą Stanković, autorką bloga i przewodniczką turystyczną od 20 lat mieszkającą w Serbii, na temat sytuacji turystycznej w tym kraju w okresie pandemii. Zaś z Izabelą Nowek, przewodniczką, pilotką wycieczek i tłumaczką o Albanii i Kosowie, od 10 lat mieszkającą w pierwszym z tych krajów. Z m.in. krytyczną oceną działań rządu RP na rzecz pomocy branży turystycznej, jak stwierdziła rozmówczyni „tylko większym biurom”. Z prognozą rozmówczyni, że konsekwencje pandemii w gospodarce będą długofalowe. Wśród generalnie bardzo ciekawych rozmów zawartych w tej książce, ze szczególnym zainteresowaniem przeczytałem kolejne dwie, z ludźmi z Podlasia.

Kazimierz Leończuk jest nie tylko zapalonym podróżnikiem i pilotem wycieczek, ale także czynnym rolnikiem oraz… dyrektorem szkoły po studiach historycznych. Pasjonująca jest jego opowieść o wpływie podróży na życie, poznawanie i rozumienie świata, innych kultur oraz ludzi. Ale także o roli, jaką w podróżowaniu może i powinna odgrywać szkoła oraz wykorzystywanie wycieczek i wyjazdów, nie tylko zagranicznych, do poznawania historii, kultury, miejscowych zwyczajów itp. Anna Kraśnicka, rozmowa z którą kończy ich cykl, jest przewodniczką po Białymstoku i Podlasiu, autorką bloga na ten temat oraz nauczycielką historii i działaczką społeczną. I – to już samo wynika z tego, co porusza w rozmowie z autorem ksiązki, pasjonatką tego, ciągle czekającego na pełniejsze odkrycie przez rodaków i cudzoziemców, regionu. Zaskakuje, przynajmniej mnie, masa świeżych faktów, jakie przytacza. O załamaniu w okresie pandemii turystyki masowej, ale równocześnie niebywałym rozwoju indywidualnej oraz małych grup. Zainteresowanie terenami zielonymi, z przykładem Puszczy Białowieskiej, która wcześniej nigdy nie była tak licznie odwiedzana jak ostatnio.

Równocześnie jednak zwraca ona uwagę na elementarne braki, i chyba niezrozumienie jej potrzeby, w podlaskiej bazie turystycznej. Zarówno noclegowej, jak i gastronomicznej, nie mówiąc już w komunikacyjnej. Bez samochodu, stwierdza, podróżowanie po Podlasiu i poznawanie go jest prawie niemożliwe. A władze, także organizacje turystyczne, „odfajkowują” niektóre tematy, szczycą się udanymi programami. Np. „Kraina Otwartych Okien” jest tamtejszą niewątpliwą, nie skomercjalizowaną atrakcją turystyczną. Ale chwaląc się nią, i innymi, chyba nikt nie sprawdza, co, poza widokami, oferuje się w niej turystom. Tymczasem w sezonie w niektóre dni nie sposób znaleźć, czy zamówić, miejsce w nielicznych restauracjach, czy miejsce do spania. Rozmówczyni zachęca do korzystania, podczas zwiedzania Podlasia, z pomocy zawodowych przewodników. Historia, nakładanie się kultur i zwyczajów w tym kilkunarodowościowym (Polacy, Białorusini, Litwini, Tatarzy, Żydzi) i wielo wyznaniowym (katolicyzm, prawosławie, islam, protestantyzm) regionie są szalenie ciekawe, ale i skomplikowane oraz warte bliższego poznania. Nie zapewnią tego drukowane przewodniki, foldery, nie mówiąc już o portalach internetowych. A wydatek na przewodnika, nawet w przypadku turystów indywidualnych, nie mówiąc już o grupkach rodzinnych czy towarzyskich, jest niewielki.

„Książka ta, pisze jej autor w zakończeniu, jest specyficznym zapisem sytuacji, w jakiej znalazła się branża turystyczna. Na obiektywny obraz nakładają się indywidualne emocje konkretnych osób. Emocje silne, bo i doświadczenia ostatniego roku były szczególnej miary. To, co spotkało ludzi związanych z turystyką, właściwie nie ma odniesienia we wcześniejszych doświadczeniach i nie sposób porównać tego z czymkolwiek innym…”. Jak już wspomniałem na wstępie tej recenzji, książka jest bardzo ciekawa, wyjątkowo aktualna, warta przeczytania także przez „decydentów” w dziedzinie turystyki i pokrewnych. Oczywiście ze zrozumieniem przez nich, co i w jakiej skali dzieje się złego oraz wyciągnięcia z tego właściwych wniosków. Aby wyciągnąć polską turystykę z pandemicznej zapaści i prawidłowo wytyczyć jej dalszy rozwój. Zgadzam się bowiem z tymi, którzy twierdzą, że po pandemii będzie ona inna. Oby była mniej (w bezmyślny sposób i skali) masowa, bardziej przyjazna dla środowiska naturalnego i miejscowych.

Zapewniała zdrowy wypoczynek, kontakt z przyrodą, ale i regionalną historią oarz szeroko rozumianą kulturą, wzbogacając również wiedzę turystów i zrozumienie przez nich różnorodności świata, a także specyfiki poszczególnych regionów własnego kraju. Nie na zasadzie: „ja też tam byłem”, ale poza zrobieniem zdjęcia i pochwaleniem się tym znajomym, nie bardzo wiadomo po co, bo nawet nie wiem, co tam jest interesującego. W tym miejscu przypomina mi się anegdotyczna, ale autentyczna opowieść kolegi pilota., który przed laty prowadził, chyba tygodniową czy nawet dłuższą, wycieczkę do niezbyt odległej zagranicy, z którejś ze śląskich kopalń czy hut. „Przerażony byłem – opowiadał – już przed ruszeniem w drogę, widząc ile kontenerów piwa i wódki ładowanych jest do luków bagażowych. To, co działo się w drodze, czy hotelach, nie nadaje się do opowiadania. Najważniejsze zresztą było zakończenie. Na ostatnim postoju na parkingu przed powrotem, już jako tako trzeźwi „turyści” poprosili mnie: „a tera, panie pilot, powiedz nam, gdzie my bylim i co my widzielim, bo przecie bendom nas pytać”. Mam nadzieję, że to już bezpowrotna przeszłość.

SPRAGNIENI PODRÓŻY. ROZMOWY O TURYSTYCE. Autor: Krzysztof Matys. Wydawca: Manufaktura Podlaska, Izabelin. Wydanie I, 2021, str. 188, cena 45 zł. ISBN: 978-83-948264-7-5. Do kupienia: http://sklep.krzysztofmatys.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.